Chapter two
2004 XII 2005 I II III III-2 IV V VI VII VIII IX X XI XII 2006 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
2007 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2008 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2009 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2010 I II



















Private:
irtheve@poczta.fm



• godz: 23:21 data: 2012.05.9

Ale nie powiem Ci, że
kiedy wieczorem jestem sama w domu,
to szukam śladów Twojej obecności;
gładzę palcami jeszcze ciepły czajnik,
rozwieszam abada - w końcu jutro trening - teraz już dwie pary, a nie tylko moje,
chciałam dodać coś jeszcze, lecz zgubiłam wątek...

Komentuj(0)



• godz: 20:59 data: 2011.12.7

Still here, alive and kicking.

Komentuj(0)


Na południu bez zmian
• godz: 23:39 data: 2011.10.13

W przyszłą sobotę, to jest 22., dostanę biało-żółty sznur, imię i stanę się częścią stada.
W przyszłą sobotę coś we mnie umrze, bo taka jest kolej rzeczy.

Krakowska jesień jest zimna i brutalna, wdziera się pod skórę pazurami mrozu.

Komentuj(0)



• godz: 10:48 data: 2011.04.18

Nie mogę znaleźć słów. Szukam, grzebię we własnej duszy, przerzucam łopatą sterty wyrazów zalegających w kątach mojej głowy. I nic. Muszę poczekać, aż same wypłyną spod palców, nie myśleć o tym, co chcę pisać i jak.
Coraz mniej mówię. Coraz mniej piszę. Znowu nie potrafię odnaleźć się wśród ludzi, nie wiem, o czym i po co z nimi rozmawiać. Zwłaszcza z tymi, których słabiej znam. Najgorsze jest to, że chciałabym pogadać, wymienić się myślami, porównać poglądy, ale... nie potrafię. W efekcie obserwuje, przyglądam się. I coraz mniej mówię.

Ktoś, kogo znam raptem od miesiąca i w dodatku słabo, pyta „co słychać”. I co mam mu powiedzieć? Że coraz bardziej osuwam się w introwertyzm, że mam przeraźliwy głód dotyku, że nie wiem, co się ze mną dzieje? Że zaczynam mieć problemy z przekładaniem myśli na słowa, bo coraz częściej myślę obrazami? Że treningi podwyższają mi poziom endorfin do tego stopnia, że jestem jeszcze bardziej zakochana w swoim facecie i przez to włażę mu na głowę? Że nie mogę znaleźć sobie miejsca w prawie pustym, nieprzytulnym mieszkaniu, na którego sensowne urządzenie najzwyczajniej w świecie nie mam kasy? Że gdzieś mi zniknęło poczucie bezpieczeństwa i w głębi siebie nieustannie wrzeszczę z przerażenia, bo wbrew własnej woli coraz bardziej zamykam się w sobie i nie wiem, dlaczego tak się dzieje? Że mam wrażenie, że jestem nikomu niepotrzebna i wszystkim tylko przeszkadzam?
...że jeżeli nie wiesz, co powiedzieć, to po prostu mocno mnie przytul i powiedz, że to minie i że wszystko będzie dobrze?

O tym nie rozmawia się z obcymi. Nawet z bliskimi czasem nie. Zwłaszcza, jeżeli nie potrafi się znaleźć odpowiednich słów.

Komentuj(0)



• godz: 14:34 data: 2011.04.3

Trzy, cztery treningi w tygodniu. Dopiero teraz widzę, jak bardzo "zastały" mi się mięśnie i ścięgna. Średnio co drugi trening odkrywam w swoim ciele jakiś mięsień, którego istnienia bym nawet nie podejrzewała; tymczasem znienacka manifestuje mi swoją obecność potwornymi zakwasami.
Okazuje się, że kompletnie nie potrafię skakać i że bieganie - zwłaszcza po schodach na drugie piętro i z powrotem, i na drugie piętro, i na drugie piętro, i na drugie piętro (...) - kompletnie mnie wykańcza.
Sekwencje powtarzane do znudzenia, dopóki moje ciało nie załapie wreszcie kolejności ruchów i całego ciągu przyczynowo skutkowego (czasem nie mogę się z nim dogadać i muszę tłumaczyć jak krowie na miedzy, żeby wreszcie posłuchało), uczenie się balansowania w taki sposób, żeby nie tracić równowagi i lądować w odpowiedniej pozycji, na ugiętych nogach, jedna ręka przed twarzą. Wpajam sobie odruchy.

Rozgrzewka, rozciąganie, techniki, rozciąganie, roda, rozciąganie. Pot cieknący po twarzach i skapujący na podłogę - nikt się nie obija, wszyscy chcą się nauczyć jak najwięcej. Nie mogę wyjść z podziwu patrząc, jak F. i P., którzy nas uczą, potrafią spowolnić i zatrzymać się w połowie ruchu, przez większość ludzi wykonywanego szybko, przy użyciu bezwładu ciała. Dwie pełne energii sprężyny, śmigające po matach czy panelach.
I choć od miesiąca nie ma dnia, w którym zupełnie nic mnie nie boli, atmosfera wynagradza wszystko. Śmiech, śpiew, rytmiczne dźwięki berimbau. Prawie na każdym treningu pojawia się ktoś zupełnie nowy. Podstaw uczymy ich wspólnie; nowych pilnują wszyscy, pomagają, asekurują. Choć sami jeszcze niewiele umiemy.

Cztery treningu w tygodniu. Dziewiętnaście dni do wyjazdu.

Komentuj(0)



• godz: 10:19 data: 2011.03.25

Trzeci miesiąc w Krakowie.
Nowa praca, nowe zajęcia, nowe życie.
Zaczęłam się uczyć capoeiry. Trzy, cztery treningi tygodniowo, zależy od tego, ile mam czasu. Chcę nadrobić stracone lata. W efekcie ciągle chodzę obolała i z ponaciąganymi mięśniami. Właściwie, nawet mi to nie przeszkadza.
Do tego dochodzą opuszki palców, pokaleczone igłami do filcowania. Kolejne nowe zajęcie.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie strach, który gdzieś tam się zalęgł, zakorzenił i nie daje się wyrwać.

Komentuj(0)



• godz: 10:15 data: 2010.12.6

Jestem, ale jakby mnie nie było.
Pięć dni do przeprowadzki. Na nic nie mam czasu.
Jednocześnie mam go mnóstwo i wykorzystuję cały na spotkania z przyjaciółmi i ze znajomymi. Nie mam go tylko na/dla siebie.
Za tydzień o tej porze będę już mieszkać w Krakowie.
Farewell, Vratislavia...

Komentuj(0)



• godz: 23:27 data: 2010.07.29

I już.
Mój pierwszy od pięciu lat w pełni wypoczynkowy urlop, którego NIE spędziłam na uczeniu się, pisaniu pracy magisterskiej ani na innych pokrewnych czynnościach, powoli dobiega końca.

Parę dni temu stuknęło mi ćwierć wieku. Uczciłam je parę dni wcześniej, odważając się na wstąpienie w szeregi publikujących na portalu Nowej Fantastyki. Publikowanie na portalu niczego nie oznacza, ale pozwala się uczyć.

Od niemal dwóch tygodni siedzę w Krakowie i po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna czuję, że jestem na swoim miejscu.
Najbardziej lubię wieczory. Mogę w dowolnym momencie oderwać się od swoich spraw i po prostu, najzwyczajniej w świecie, przytulić się do Pana od Malin.

Dobrze jest, proszę Państwa.

Komentuj(3)



• godz: 12:04 data: 2010.06.24

Lubię te chwile, gdy mogę wyciągnąć się na całą długość i zamruczeć "głaszcz".
W poprzednim życiu zdecydowanie byłam kotem.

Lubię patrzeć, jak uśmiechasz się przez sen.

Komentuj(1)


NIECH CO KRWAWY HEGEMON???!!!
• godz: 12:48 data: 2010.06.8

Średnia od pewnego czasu dopomina się o nową notkę na bloga, więc...
Chciałaś, to masz. CIERP.

Amatorce habazi i kwiatków,
phalenopsisów, miltonii i bratków,
Dziwnych snów, ptaków dodo w odmianach
(tradycyjna i gołębiana),
Yansa, Szninkla, Thorgala i smoków,
twórczyni wyssssokoprrrossssentowych soków,
Matce dzieciom i żonie mężowi
Sekretarce (już nie?) prezesowi,
Właścicielce statywu kociego,
(trochę przeterminowanego)
która ubóstwia wszelkie anime,
do oglądania zmuszając rodzinę,
a dziś kończy lat trzy…eeeee… osiemnaście
osiemnaście, no tak, no więc właśnie,
niniejszym sto lat albo i więcej!
Teraz jeszcze dopiszę naprędce,
Że mi do życzeń talentu zabrakło,
Wyszłoby jakieś koszmarne barachło,
względnie inne straszliwe straszydło
i stąd to grafomańskie wierszydło
pokłonów pełne i całopaleń;
sto lat, bęc, nie przyjmuję zażaleń ;)

Sto lat, Sis :)

Komentuj(3)



Design by ER, artwork by A. von Holdt